Bohdan Zaleski o sobie i współczesnych : (na podstawie korespondencyi) - strona 27
1833 r. do Paryża. Tam zrazu nic się nie zmienia Otaczają go ludzie źli i złe wpływy; niewiara rozplenia się w duszy a nałóg karciarski pociąga w przepaść. Dopiero w roku następnym zbliża się Celiński do znanego sobie jeszcze z Warszawy Zaleskiego i zawiera przyjaźń z Jańskim, który postanawia ocalić tę zbolałą, zbłąkaną na tułactwie duszę. Rok cały trwa ten proces duchowy i Celiński wychodzi z niego przeobrażonym zupełnie, czystym jak łza, gotowym do najwyższych poświęceń.
Rozmiłował się on — powiada Bohdan — w prawdzie Krzyża, która jest oraz bohaterstwem.
I oto pod koniec lata 1835 r. wychodzi on z Paryża pieszo, bez grosza przy duszy, idzie jako wyznawca i apostoł nawracać innych Polaków, rozproszonych po Francyi. A w tych koloniach polskich było podówczas źle, źle bardzo. "Stara waśń — powiada Bohdan — • wszczęta ongi nad Wisłą, w boleściach tułackich rozgorzała do zapamiętałości.... " wybuchł tam pożar pogańskiego całopalenia. Celiński idzie tak od miasta do miasta, od jednego polskiego domu do drugiego i nienawidzącym się a rozjątrzonym głosi obowiązek zgody i miłości. Po drodze, nieraz zgłodniały i na śmierć znużony, szuka wytchnienia po kościołach i kaplicach; wspomagają go i zaopatrują czasem Siostry Miłosierdzia. Raz pod Orleanem osłabł tak z głodu, że upadł na gościńcu, w błoto, i byłby zginął, gdyby nie wygrzebana z błota kosturem pięciofrankówka. To cud! — pomyślał — i podążył
I oto pod koniec lata 1835 r. wychodzi on z Paryża pieszo, bez grosza przy duszy, idzie jako wyznawca i apostoł nawracać innych Polaków, rozproszonych po Francyi. A w tych koloniach polskich było podówczas źle, źle bardzo. "Stara waśń — powiada Bohdan — • wszczęta ongi nad Wisłą, w boleściach tułackich rozgorzała do zapamiętałości.... " wybuchł tam pożar pogańskiego całopalenia. Celiński idzie tak od miasta do miasta, od jednego polskiego domu do drugiego i nienawidzącym się a rozjątrzonym głosi obowiązek zgody i miłości. Po drodze, nieraz zgłodniały i na śmierć znużony, szuka wytchnienia po kościołach i kaplicach; wspomagają go i zaopatrują czasem Siostry Miłosierdzia. Raz pod Orleanem osłabł tak z głodu, że upadł na gościńcu, w błoto, i byłby zginął, gdyby nie wygrzebana z błota kosturem pięciofrankówka. To cud! — pomyślał — i podążył
Tag: Szklarnie, informacje ze świata, trwała depilacja