Bogowie łakną krwi cz. 1 - strona 65
wstrząsała gwałtownie. Przewracała kieszenie, wołając, że skradziono jej sakiewkę.
Na wieść o tej kradzieży wielkie oburzenie owładnęło tym drobnym ludem, który burzył pałace na Faubourg Saint-Germain i zalał swą falą Tuilerie nic nie unosząc, tymi gosposiami i rzemieślnikami, co ochoczym sercem spaliliby zamek wersalski, a czuliby się zhańbieni, gdyby zabrali szpilkę. Młodzi swawolnicy przygodzie młodej dziewczyny poświęcili kilka dwuznacznych żartów, natychmiast stłumionych przez ogólne szemranie. Mówiono już o powieszeniu złodzieja na latarni, rozpoczynano śledztwo burzliwe i stronnicze. Wysoka pończoszniczka, ukazując palcem na staruszka, wyglądającego na mnicha, który zrzucił habit, przysięgała, że zrobił to „kapucyn“. Tłum, natychmiast przekonany, wydawał groźne okrzyki śmierci.
Starzec, tak gwałtownie wydany na pastwę mściwości publicznej, stał bardzo skromnie przed obywatelem Brotteaux. Wyglądał istotnie na byłego zakonnika. Jego twarz szanowną kaził wyraz strachu, wywołany gwałtownością tłumu i świeżymi jeszcze wspomnieniami dni wrześniowych. Lęk, malujący się na jego twarzy, czynił go podejrzanym ludowi, wierzącemu chętnie, że tylko winowajcy boją się jego sądów, jak gdyby nierozważna szybkość tych sądów nie mogła przerazić najniewinniejszych.
Brotteaux przyjął był za zasadę nie sprzeciwiać się nigdy uczuciom ludu, zwłaszcza gdy te były głupie i okrutne, „bo wtedy — mawiał — głos ludu jest głosem Boga“. Ale Brotteaux był niekonsekwentny, oświadczył zatem, że bez względu, czy
Na wieść o tej kradzieży wielkie oburzenie owładnęło tym drobnym ludem, który burzył pałace na Faubourg Saint-Germain i zalał swą falą Tuilerie nic nie unosząc, tymi gosposiami i rzemieślnikami, co ochoczym sercem spaliliby zamek wersalski, a czuliby się zhańbieni, gdyby zabrali szpilkę. Młodzi swawolnicy przygodzie młodej dziewczyny poświęcili kilka dwuznacznych żartów, natychmiast stłumionych przez ogólne szemranie. Mówiono już o powieszeniu złodzieja na latarni, rozpoczynano śledztwo burzliwe i stronnicze. Wysoka pończoszniczka, ukazując palcem na staruszka, wyglądającego na mnicha, który zrzucił habit, przysięgała, że zrobił to „kapucyn“. Tłum, natychmiast przekonany, wydawał groźne okrzyki śmierci.
Starzec, tak gwałtownie wydany na pastwę mściwości publicznej, stał bardzo skromnie przed obywatelem Brotteaux. Wyglądał istotnie na byłego zakonnika. Jego twarz szanowną kaził wyraz strachu, wywołany gwałtownością tłumu i świeżymi jeszcze wspomnieniami dni wrześniowych. Lęk, malujący się na jego twarzy, czynił go podejrzanym ludowi, wierzącemu chętnie, że tylko winowajcy boją się jego sądów, jak gdyby nierozważna szybkość tych sądów nie mogła przerazić najniewinniejszych.
Brotteaux przyjął był za zasadę nie sprzeciwiać się nigdy uczuciom ludu, zwłaszcza gdy te były głupie i okrutne, „bo wtedy — mawiał — głos ludu jest głosem Boga“. Ale Brotteaux był niekonsekwentny, oświadczył zatem, że bez względu, czy
Tag: Kina Wrocław, wyburzenia, ekspres ciśnieniowy