www.piratkon.pl

Bociany cz. 2
Jeleńska Emma


Bociany cz. 2 - strona 1
" jest. Przecież i ja coś nie coś słyszę... wiedziałbym... Ale, jeżeliś taki ciekawy, to możesz zejść na ten padół i przekonać się. Idź! tylko dobrze się przyglądaj — i lada plotkom nie wierz. Święty Kazimierz ubrał się ciepło, że to na ziemi mrozy trzymały, i poszedł...."

Bociany cz. 2 - strona 2
" tyng. Wszystkie partye wysłały swoich delegatów, aby doszli do porozumienia. Święty Kazimierz nadstawił uszu i słuchał. Mówił jakiś młodzieniec o garbatym nosie. Mówił dobitnie i z wielką pewnością, że stary świat jest to drzewo spróchniałe, które trzeba ściąć i w ogień..."

Bociany cz. 2 - strona 3
" Potem, drugi bardzo młody młodzieniec rozwijał obszernie taką myśl: Wszystko, co dotychczas zrobiono, jest nic warte. A kto zrobił? Arystokracya, szlachta, księża, burżuazya — oni to postawili świat na skraju przepaści. Lud, proletaryat nie brał udziału w tej nikczemnej robocie...."

Bociany cz. 2 - strona 4
" rze, i dźwignąwszy się na mównicę, zaczął grzmieć donośnym głosem: — Żądam hamulca na wywrotowe prądy! Żądam ukrócenia rewolucyi! Żądam poszanowania dla tradycyi! Żądam przedewszystkiem uznania nietykalności mienia! Nietykalność własności! Oto jest podstawa..."

Bociany cz. 2 - strona 5
" brali. Owczarnia była dotychczas ciasna i zimna? Przerobimy ją na przestronną i dostatnią — bylebyście z niej nie wychodzili... — Dość! dość! — zaczęto wołać, A chociaż gdzieniegdzie odzywało się też: — Jeszcze! Jeszcze! — czarny człowiek opuścił trybunę i..."

Bociany cz. 2 - strona 6
" tki — śledzenie nietylko czynów, lecz i niedostrzegalnych dla zwykłego oka odcieni myśli ludzkich, chwytanie zła, zanim się jeszcze wylęgnie. Funkcye te przeważnie pełnią kobiety. Bo od czegoż równouprawnienie? a także znana kobieca fine zya. Wzywa się więc wszystkich,..."

Bociany cz. 2 - strona 7
" najprzód, że, niestety! musi mówić po polsku, gdyż inaczej nie byłby zrozumiany przez nikogo, a zrozumianym być chce — ale że wszystkiemu winni są Polacy. Oni to przez chciwość, podstęp i różne intrygi zawładnęli ongi tym nieszczęsnym krajem, ochrzcili go zdradliwie,..."

Bociany cz. 2 - strona 8
" ślano. Po Grunwaldzie i Horodle niechę tnieby się pozbyto Polaków... Huczne oklaski towarzyszyły tej mowie. Ktoś chciał zaoponować, ale mu nie dano. Bo wystąpił człowiek, którego wszyscy w skupieniu słuchać zaczęli. Mówił aksamitnym głosem, którym do głębi uszu i serca się..."

Bociany cz. 2 - strona 9
" to zaraz hakatyzmem, a cóż wstrętniej szego nad hakatyzm? Historya! — powiadają szowiniści. Bardzo pięknie, niech ona sobie będzie. Ależ nie można żyć historya! Należy umieć — pozbyć się w porę niepotrzebnego balastu — i płyną, z prądem i nie walczyć o dobra idealne,..."

Bociany cz. 2 - strona 10
" Po długiej chwili, obecni uspokoili się cokolwiek, wzywani do porządku gwałtow nem dzwonieniem przwodniczącego. Ten powstał i poprosił o cierpliwe wysłuchanie ostatniego już delegata, który pragnie powiedzieć słów parę na usprawiedliwienie swojej partyi. Wystąpił więc..."

Bociany cz. 2 - strona 11
" sta! Intrygant! Precz z nim! Precz z ojczyzną! Precz z mrzonkami! Laski podniosły się do góry, niezliczone pięście zaczęły wygrażać. Aż i krzesło, dzielną ręką rzucone, wpadło na mównicę. Człowieczek o poczciwej twarzy stał jeszcze, coś usiłował przemówić...."

Bociany cz. 2 - strona 12
" człowieczek o poczciwej twarzy, a przy nich stanęła straż. Tylko pan w okularach wymownie coś tłómaczył komisarzowi, czyniąc gest wspaniały. Ale komisarz jakoś głową kręcił. — A tom się wybrał! — pomyślał święty Kazimierz. — Anieli święci! ratujcież mnie od..."

Bociany cz. 2 - strona 13
" A Bóg Ojciec wsparł siwą głowę na ręku i zamyślił się głęboko. — Młody jesteś — rzekł wkońcu — to i nie wszystko rozumieć możesz. Łatwo powiedzieć: rozumy im się pomieszały! Ale od czego im się pomieszały? A ja ci powiadam: zanadto cierpieli. Od tego i najmędrszemu..."

Bociany cz. 2 - strona 14
"         TRYUMFATOR "

Bociany cz. 2 - strona 15
" Judele Oszmianik uważany był od wczesnego dzieciństwa za niedojdę. Jego wielka głowa tak jakoś zwieszała się niezgrabnie z cienkiej i długiej szyi. Jego wyłupiaste oczy tak patrzały przed siebie ospale, martwo — A chude ramiona zdawały się nie wiedzieć poco przyczepione z dwóch..."

Bociany cz. 2 - strona 16
" zał przygotować. Płacił, starał się, kołatał — aż Judele ocknął się pewnego pięknego poranku w palcie ze srebrnymi guzikami i w czapce ze srebrnym znaczkiem, a z ciężkim tornistrem na chudych plecach. I zaczęła się codzienna męka. W klasie śmiano się z niego, płatano mu..."

Bociany cz. 2 - strona 17
" Jedno tylko było na świecie miejsce i jedna istota ludzka, przy której Judele czuł się szczęśliwym. Jeden był kątek cichy, gdzie go nikt nie nękał. Był to pokoik dziadka — izdebka mała, pod dachem, gdzie przez okienko wpadał snop słonecznych promieni, i całą ją rozświetlał..."

Bociany cz. 2 - strona 18
" przykucał często Judele. A dziadek nie przerywał czytania — tylko kładł mu pomarszczoną dłoń na głowę i gładził jego włosy. I czytał. A czytał rzeczy cudne. Oto Pan dawał słyszeć głos swój z nieba — i ukazywał ogień swój bardzo wielki — i słyszane są słowa jego z..."

Bociany cz. 2 - strona 19
" wiasty — od dziecięcia aż do starego — i woły też, i owce, i osły. I oto na wyżynach, dymią ofiary cało — palne — miłe Panu. A w Salomonowej świątyni, Cherubiny złote okrywają skrzydłami swemi okna przymierza skrzydłami wielkiemi ochraniają lud wybrany. I w obłoku — do..."

Bociany cz. 2 - strona 20
" Ciasny pokoik dziadka zapełniał się wi zyami — cienie bohaterów wstawały — sam Bóg do nich przemawiał. Dziadek znowu spuszczał głowę nad książką — i czytał: «I wstąpił Anioł Pański z Galgal na miejsce płaczących, i rzekł: Wywiodłem was»... Gdy umarł pewnego dnia..."

Bociany cz. 2 - strona 21
" trzejsze zadanie — duch uciekał daleko — w krainę czarów i wizyi i snów. Wędrował po słonecznych promieniach do pustyń bezbrzeżnych — na morza bezgraniczne — pod jasne obłoki — aż pod gwiazdy złote — szedł na czele hufców zbrojnych, co walki olbrzymie staczały —..."

Bociany cz. 2 - strona 22
" krewnego, a rada rodzinna orzekła, iż Judele za głupi jest, aby mógł skończyć gimnazyum i zrobić jaką kolwiek karyerę, i ż e szkoda na niego pieniądze wydawać. Odebrano więc go ezemprędzej ze szkół i kazano uczyć się rzemiosła. Ojczym był krawcem — wziął go więc do..."

Bociany cz. 2 - strona 23
" dali, knowali, parli się naprzód ku czemuś lepszemu. On próbował zrozumieć, o co im chodziło. Słuchał. Wyrazów mnóstwo wielkie obijało się o uszy jego — wyrazów niejasnych dla jego umysłu. Nie wiedział, co znaczyły. Spróbował pytać. Ale nikt mu nic tłómaczyć nie..."

Bociany cz. 2 - strona 24
" kach — i nie ta pierś młodzieńcza, opięta ciemnym stanikiem, a podnosząca się i opadająca szybko w ogniu słów, które rzucała — gdyby nie te ciężkie zwoje miedzianych włosów, co jej twarz opasały, a na karku związały się w gruby węzeł, lśniły takimi pysznymi odbłyskami..."

Bociany cz. 2 - strona 25
" ryacie, o strajkach, o wolności słowa, prasy, mieszkań i osób, o równouprawnieniu, o or ganizacyi, o głosowaniu powszechnem, bez — pośredniem, tajnem i równem, o rewolucyi, o teroryźmie... On patrzał w nią, i mówił do niej w głębi: «Otoś ty jest piękna — jako lilia między..."

Bociany cz. 2 - strona 26
" wych krużganków — nie było mirtowych gajów, pełnych róż i słowików — nie było jej.Było szaro, brudno,   zimno i cuchnąco w ciasnej pracowni ojczyma, której nie rozświecał żaden promyk słońca. Była tu rzeczywistość. A tamto... tamto odleciało... Odleciało —..."

Bociany cz. 2 - strona 27
" Inni dokoła mówili o strasznem dzisiaj i o jutrze promiennem. Płonęły oczy, zaciskały się pięście, słowa wezbranymi potokami lały się z ust, piersi dyszały zemstą i gniewem, a ręce wznosiły się w górę i wyciągały się ku tej ojczyźnie dalekiej, którą budowano w myśli, ku..."

Bociany cz. 2 - strona 28
" razem potęgę i wolność i szczęście. Pod jego stopy słano zielone gałęzie, rzucano kwiecie i dziewicze białe welony. Brano go na ramiona i niesiono w chwale. A nieprzy jacioły drżały przed nim i pierzchały przed mieczem jego i na powalonych karkach on stawiał nogę swą. Bo silnym..."

Bociany cz. 2 - strona 29
" Rzucić się, jak lew, i walczyć i zwyciężać. W mieście wrzało. Tłumy rozgadane, krzykliwe snuły się po ulicach. Szli ludzie jedni za drugimi długą procesyą, stawali ciągle, a wtedy wznosiły się z pośród nich roz namiętnione głosy. Oczy błyszczały, głowy podnosiły się do..."

Bociany cz. 2 - strona 30
" niemi stal karabinów. Stali nieruchomi, a tłum się o nich rozbijał. «Walczyć, deptać nieprzyjaciół...» — brzmiało mu w uszach. I patrzał. Patrzał w te szeregi, wżerał się w nie oczami. Wszak to był wróg! I uczuł, że mu serce tłucze się mocniej w piersi, krew się burzy i..."

Bociany cz. 2 - strona 31
" Zerwał się ryk straszliwy, i tupot uciekających. Podniósł z trudnością ciężkie jak ołów powieki. Coś go w piersiach szarpało straszliwie. «Gdzie ja jestem? Co się ze mną dzieje?» przemknęło mu przez myśl niejasne pytanie. Leżał na jakichś noszach, dźwigany na ramionach..."

Bociany cz. 2 - strona 32
" I gięły się przed nim głowy — obnażały się czoła — tłum się następował. Słońce sypało nań garście złotych promieni. A on posuwał się dalej, na barkach ludu niesiony... Chybaż zwycięzcą był?... Raz jeszcze podjęły się jego ciężkie powieki. I konające oczy..."

Bociany cz. 2 - strona 33
" Arką przymierza, biorą go pod skrzydła swe... i niosą wysoko... wysoko... I tonie on w błękicie... On — wódz swego ludu — On — zwycięzca — On — tryumfator... "

Bociany cz. 2 - strona 34
"         PRZY LAMPIE "

Bociany cz. 2 - strona 35
" Wielka, jasna lampa, zwieszająca się z sufitu, przyćmiona koronką abażuru. Okrągły pod nią stół. Trochę gazet — roboty kobiece — zabawki moich dzieci. A dokoła noc. Tylko nasze głowy, nad stołem pochylone, jasno oświetla płonąca nad nami lampa. Jest tu nas kilkoro —..."

Bociany cz. 2 - strona 36
" wieść. Czyta swym, metalicznymgłosem. A panie rzucają czasem uwagi po-chlebne, lub pełne zachwytu wykrzykniki.Przesuwają się przed oczami ich wyobraźni sceny, dyalogi, krajobrazy, postacie ró-żne — dźwięczy język piękny. I jasno, ciepło, miło, barwnie i potulnie pod lampą, w..."

Bociany cz. 2 - strona 37
" Tam gasną wszystkie nadzieje — i błagalne ręce podjęte ku niebu drętwieją. — Bo niebios w ciemnościach nie widać — bo niebios niema. Nic — tylko ciemności. I mijają lata — zapadają w otchłań stulecia — pokolenia po pokoleniach następują — rodzą się w męce, trwają..."

Bociany cz. 2 - strona 38
" wiecznie ziejący otworem swej czarnej paszczy A my siedzimy w jasnym kręgu płonącej nad nami lampy. I cicho nam, ciepło, bezpiecznie... tak cicho, jakby naokół nie brzmiał jęk świata — tak bezpiecznie, jak — gdyby krąg świata, w którym siedzimy, był wysepką i warownią..."

Bociany cz. 2 - strona 39
" sobą strasznego smoka, który, zaczajony w głębi przepaści, gotował się go pożreć. Przerażony spojrzał w górę, i ujrzał, jak dwie myszki, czarna i biała, biegały dokoła bluszczu, i korzeń jego podgryzały. Podgryzały powoli, lecz stale. I zrozumiał, że niema ratunku. Za..."

Bociany cz. 2 - strona 40
" Więc — — ja jeden?... Tak. Ja tu jeden, w tym jasnym kręgu lampy, w tem zaciszu domowem, w tej bezpiecznej przystani, nad głowami najbliższych — nad temi jasnemi główkami moich małych dzieci — u boku młodej żony — w tej cichej atmosferze domowego szczęścia — ja tu jeden..."

Bociany cz. 2 - strona 41
"         ? "

Bociany cz. 2 - strona 42
" Piotr Szmurło ukląkł przy konfesyonale. — «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus» — zaczął. — «Na wieki wieków» — odpowiedział głos z głębi. — «Spowiadam się Panu Bogu Wszechmogącemu, Najświętszej Maryi Dziewicy... mówił Piotr nabożnie, każdy wyraz wymawiając..."

Bociany cz. 2 - strona 43
" czać, kiedy ona taka dobra, delikatna kobieta, wesoła, pracowita, jemu i dzieciom całkiem oddana. To pewno, że takiej drugiej i ze świecą nie znaleźć!... Ot, z parobkiem i z pastuchem — to raz była sprawa. Przyłapał ich, jak owies ze stajni wynosili, wziął więc i wyłupił. Ale..."

Bociany cz. 2 - strona 44
" — «Nie ojcze» rzekł wreszcie. «Zmiany stanu ja nie pragnę. Bo i powiedzieć prawdę, jakiż stan od mojego piękniejszy? Ja rolnik, świętą ziemię uprawiam, z żywiołem wszystkim i z ptactwem niebieskim żyję, i oddycham całą piersią. A i człowiek ja wolny Czy ja komu służę?..."

Bociany cz. 2 - strona 45
" — «Na wojnę!» zawołał kapłan całkiem po ludzku. I poruszył się żywo w głębi konfesyonału. «Co ty mnie, kochany, mówisz! Na wojnę ?...» — «Tak, ojcze...» — Aj, aj, aj! Biedniż wy, biedni! Ale... nie może być! Toż ty, kochany, masz troje dzieci — a i czwarte już..."

Bociany cz. 2 - strona 46
" — «Ach, Boże mój, Boże! Niezbadane są wyroki twoje!» Ksiądz kręcił się, wzdychał. A wyjąwszy z kieszeni dużą chustkę, zaczął głośno w nią nos wycierać. Piotr pierwszy się odezwał. — «Tak, cóż robić! Byłem w rezerwie, tak i biorą. Nie mnie jednego! Ciężko to..."

Bociany cz. 2 - strona 47
" nas stworzył, lecz krwią i męką własnego Syna odkupił. Więc nas kocha i czuwa nad nami. To tylko naszym ludzkim oczom wydawać się może, iż nas Bóg opuścił. A tymczasem, co w Piśmie świętem powiedziano? Że   i włos z głowy naszej nie spadnie bez Jego woli. A także,..."

Bociany cz. 2 - strona 48
" — «I Bóg mnie nieopuści?» — «Ależ nie! Bóg, ojciec miłosierny, jakżeby opuścić miał dziecię swoje, które Mu ufa? Nie! Tylko wierzyć trzeba, modlić się i odpędzać pokusy. Bo to szatan chce wlać zwątpienie w twą duszę. Nie daj mu się! Trzymaj się Boga, zaufaj Mu na..."

Bociany cz. 2 - strona 49
" a wierzyć będę. Ależ za to Panie Boże, «daj mi nie splamić się żadną zbrodnią, ani podłością, ani morderstwem — i wrócić potem do swoich...» I zdało mu się, że w głębi swej duszy słyszy głos mówiący, głos Pana: «Kto mnie miłuje, a zawsze ze mną szczerze postę..."

Bociany cz. 2 - strona 50
" dusza jego pozostała tam — w domu. A tu tylko powłoka jej, nieczuła i bezmyślna, dążyła naprzód... Naprzód!... Mijały dnie i tygodnie. Zmieniały się krajobrazy, przesuwały się miasta, rzeki, góry — wiały wichry i ściskały mrozy. — Dokuczały niewygody, głód i chłód, i..."

Bociany cz. 2 - strona 51
" uśpione mocno. Słyszał turkot pociągu, co leciał naprzód, i niósł... strawę armatom... I coś nim wewnątrz targało: «Na cóż to wszystko?...» Ale nie! nie chciał myśleć. I nie powinien... Wszakże ksiądz powiadał, że Bóg tak chce — że trzeba wierzyć i ufać... Więc..."

Bociany cz. 2 - strona 52
" żalu... kto wymyśleć mógł rzecz tak okrutną i tak... głupią... Odpędzał od siebie te myśli modlitwą, różańcem, znakiem krzyża i westchnieniami do Pana Wszechmogącego. Odpędzał je i walczył. Lecz bywały noce tak straszne, że w «ziemiance» wytrzymać nie mógł. Zrywał..."

Bociany cz. 2 - strona 53
" a ponad tem wszystkiem, raz po raz przelatujące obłoczki i raz po raz wybuchające iskierki. W powietrzu, prócz wichru i śnieżycy, jakieś inne huczały głosy. Ale batalion, w którym się znajdował Piotr, tak był strasznie wymęczony całonocnem błąkaniem się w wichurze, tak był..."

Bociany cz. 2 - strona 54
" krzyki — jakieś jęki rozdarły powietrze — Czerwone kule migał y. Wspinali się żołnierze po ostrych skałach — śpiesząc — śpiesząc — jakby tam w górze było ocalenie... Huk się wzmagał. Krzyk stawał się nieustanny. Nieprzyjaciela nie było widać. Nie było przeciw..."

Bociany cz. 2 - strona 55
" — «Na bagnety!» zagrzmiała komenda. Ale i bez komendy, już nastawiono bagnety. I porwano się naprzód z dzikim, zwierzęcym rykiem. Nareszcie było z kim walczyć — kogo bić, mordować — drzeć w kawały, nasycać się krwią! Nareszcie było ujście dla nagromadzonej wściekłości..."

Bociany cz. 2 - strona 56
" czeństwie. Odezwały się w nim wszystkie znoszone dotąd bóle, krzywdy, tęsknoty — odezwało się zmęczenie i głód — poruszyły się uśpione gdzieś w głębi gadziny — przepełniona czara goryczy wylała się. Zdało mu się, że to oni właśnie — ci mali, żółci ludzie —..."

Bociany cz. 2 - strona 57
" raz niżej staczać się zaczęło po pochyłości. Cofano się. Lecz nieprzyjaciel siedział na karku i razem zjeżdżał na równinę. I nie ustawała walka — i krzyk — i jęki... Piotr zrazu nie zrozumiał. — «Jakto! cofać się? uciekać? A nie wybić ich do ostatka? O nie! Bić..."

Bociany cz. 2 - strona 58
" się, odskoczył — i z całej siły grzmotnął kolbą w pierś małego Japończyka. Trzasnęły zgruchotane kości. Japończyk padł na wznak — bez słowa — bez jęku. Uśmiech zaczął   zastygać na jego żółtej twarzy —oczy zaczęły pokrywać się mgłą.— Raz jeszcze..."

Bociany cz. 2 - strona 59
" bitwie wielu waryowało, wiec nie zwracano na to uwagi. A on, w dzień i w nocy, przy posiłku, przy mustrze na polu i w ziemiance, wśród ludzi i w samotności, nie przestawał widzieć przed sobą twarzy małego Japończyka — jego oczu, zachodzących mgłą — i jego stygnącego uśmiechu...."

Bociany cz. 2 - strona 60
" Ksiądz był bardzo zajęty — czekano na niego wszędzie. Więc paru słowami odprawiał cisnących się do spowiedzi, dawał absolucyę i zwracał się do następnego. Na wyznanie Piotra, że zabił człowieka — uśmiechnął się. — «Jakto — zabiłeś? Podczas bitwy? Ależ, kochany,..."

Bociany cz. 2 - strona 61
" wał się. Japończyk był przy nim. Widział oczy jego, spoglądające na świat po raz ostatni — widział uśmiech stygnący na żółtej twarzy. Piotr skoczył na równe nogi. Strach okropny trząsł nim i miotał — czuł, że mu serce zamiera, krew krzepnie w żyłach. Więc nie było..."

Bociany cz. 2 - strona 62
" gdy się ocucił, była noc. Widział niebo ciemno szafirowe nad sobą i iskrzące się na niem gwiazdy. I wydało mu się, że leży na trawie, w swoim sadzie, pod dojrzewa — jącemi jabłoniami. Zdarzało się bowiem, że latem, gdy w izbach było duszno, brał z sobą poduszkę, wołał..."

Bociany cz. 2 - strona 63
" «Jestem ranny», pomyślał. I wstrząsnął nim dreszcz. Wsparł się jednak z wysiłkiem na łokciu — i spojrzał. Zamiast nóg swoich, zobaczył jakąś krwawą miazgę. «Oderwało», rzekł do siebie — «granat oderwał — i to obie. A więc... teraz... śmierć». Dziwił się tylko,..."

Bociany cz. 2 - strona 64
" niami. Tam ciepło, zielono — tam słońce świeci i ptaszki śpiewają — tam pachnie rola, świeżo zorana — tam żony śmiech wesoły — tam szczebiot dziecinny i tupot tych małych bosych nóżek. Naraz zdało mu się, że słyszy płacz dziecka. Pewnie to najmłodsze, co to jeszcze w..."

Bociany cz. 2 - strona 65
" tężny i litościwy. Siedząc na wspaniałym tronie swoim, jednem skinieniem obala państwa, jednem skinieniem buduje światy. Starczy Mu dłoń wyciągnąć i rzec: «Stań się!», a ziemia nowa wyrasta z niczego. Bo On Bóg, król nasz. On utwierdził mocą Swoją morze, Jego jest dzień i..."

Bociany cz. 2 - strona 66
" dziecię Twoje, stworzenie Twoje. Kazałeś mi żyć — i żyłem, jak umiałem najlepiej, święte Twoje przykazania pełniąc. Ciebie, Boże czciłem każdego wieczora i ranka. Dnie Twoje święte święciłem. Ojca i matkę i władzę wszelką szanowałem. Me kradłem. Nie cudzołożyłem...."

Bociany cz. 2 - strona 67
" «Panie!» zaczął po chwili — «ja chcę wierzyć, że to Ty światem rządzisz. Choć zrozumieć nie mogę, naco to wszystko, ale chcę się zgodzić z Twoją świętą wolą. I już nie proszę o życie... Chociaż tu szatan zwycięża, ja jeszcze chcę wierzyć, że Ty jesteś silniejszy...."

Bociany cz. 2 - strona 68
" rękę położył mu na czole. A była to drobna, żółta ręka... I ujrzał nad sobą żółtą, drobną twarz zabitego Japończyka, ze strasznym na ustach uśmiechem. Pochylała się nad nim nizko, coraz niżej... I śmiała się... śmiała się... Piotr wstrząsnął się cały. I zaczął..."

Bociany cz. 2 - strona 69
" Nad temi duszami, co się wydzierały ze swych powłok i odlatywały w zwątpieniu, w bojaźni, w trwodze, ku nieznanym bytom... Nad tą otchłanią ciemną — Szła z bezgranicznych dalekości, z innych jakichś światów, aż z pod gwiazd może, jakaś zorza jasna... Piotr gasnącemi oczyma..."

Bociany cz. 2 - strona 70
"         PRZED ŚWITEM   "

Bociany cz. 2 - strona 71
" Miasto spało snem twardym, i cisza była dokoła pomnika. Ani światełka nigdzie, ni ruchu. Stał mocno na granitowej podstawie człowiek o ramionach szerokich, w obcisły mundur opięty, i wspierał się na kiju sękatym i za pałasz się chwytał. A twarzą buldoga srożył się ciemnej nocy..."

Bociany cz. 2 - strona 72
" mie konary; drżąco odpowiadały listki na — wpółzeschłych topoli; nadciągał wiatr świeży od rzeki i niósł zapachy wilgotne; zegar na katedralnej wieży wydzwaniał kwadranse — i biegły spychając się w wieczności, minuty i sekundy. Na wy sokiem niebie gwiazdy mrugały,..."

Bociany cz. 2 - strona 73
" Lecz na wszystkich licach spokój był i uśmiechy. Sfruwali cicho z nieskończonej dali i podawali sobie w milczeniu dłonie i trwali w uścisku serdecznym. A było ich coraz więcej i więcej, i zapełnił się niemi cały plac dokoła pomnika. Aż ozwał się głos jednego z nich, młodziana..."

Bociany cz. 2 - strona 74
" Pomimo, żeś wydzierał z łona matek nie — mowlęta i niewiasty nasze żołdactwu na hańbienie wydawał. — Pomimo, żeś wsie z dymem puszczał, a lud nasz pędził w dalekie stepy do niewoli. — Pomimo żeś burzył kościoły nasze i zaorywał dwory — Pomimo żeś brata na brata..."

Bociany cz. 2 - strona 75
" cił — w bezwładną bryłę. Patrzysz jeszcze gniewnemi oczami na owoc dzieł twoich. Aleś martwy i niemy. A u stóp twoich z krwi naszej, przez ciebie przelanej, wyrasta nowe życie, wyrastają dziedzice myśli naszej. I przez tę krew przelaną my żyjemy. A tyś martwy, bezbronny —..."

Bociany cz. 2 - strona 76
"         W DZIEŃ PATRONA "

Bociany cz. 2 - strona 77
" W zamkowym kościele, pod malowaną kopułą, w srebrnej trumnie spoczywa święty Królewicz. Spoczywa, ale nie śpi, leży w płaszczu czerwonym, gronostajami obramionym i w czapce wielkoksiążęcej. Bujne włosy spadają mu na ramiona — ręce pobożnie złożone. Oczy ma przymknięte, lecz..."

Bociany cz. 2 - strona 78
" organy grają. Oddają cześć świętemu Królewiczowi. Lecz ponad jego chwalbą, ponad hymnem uroczystym góruje żałosny jęk ludu i wypełnia świątynię: «Ratuj nas, wybaw!... Noc zapada powoli. Cienie obejmują kościół. świece gasną. Milkną śpiewy i tłum wylewa się na..."

Bociany cz. 2 - strona 79
" Więc Królewicz, pomimo ciszy i ciemności, spocząć nie może. Słyszy jęk swojego ludu i czułe jego serce cierpi. Bo wszakże lud to jego rodzony, lud, co go wyhodował i otoczył opieką. On sam jest kością z kości jego, kroplą jego krwi. Tu, wśród niego pędził swój ziemski..."

Bociany cz. 2 - strona 80
" wizerunki jego zawieszał, a w niebezpieczeństwie zwłoki jego unosił w miejsca ustronne i przed napaścią chronił. I węzeł zawiązywał się coraz ciaśniejszy między Królewiczem spoczywającym w srebrnej trumnie nad ołtarzem, a ludem, kochającym wiernie. A teraz ? Lud ten o ratunek..."

Bociany cz. 2 - strona 81
" nictwa skłoni. Ona z nim wespół u Syna swego ratunek wymodli, Ona Mu w tem dziele pomocy nie odmówi, Ona, której każdego dnia śpiewał na chwałę pieśń natchnioną: «Omni Me Mc Marie»... W ciszy nocnej wieko trumny się podnosi. Wstaje Królewicz ze śmiertelnego łoża,..."

Bociany cz. 2 - strona 82
" niego z pod wspaniałej korony twarz przepiękna, smutkiem łagodnym znaczona. «Synu mój miły, mówi głos dźwięczny, jak anielskie granie, cóż Cię tu do mnie sprowadza? «O Matko! skargi mojego ludu spocząć mi nie dają. Wśród niebieskiej szczęśliwości słyszę te wołania:..."

Bociany cz. 2 - strona 83
" Aż blady świt zaczyna spędzać noc ciemną. A gdy nazajutrz, w drugi dzień święta, tłumy znowu się cisną przed ołtarze Patrona, odchodzą od nich ukojone i ciche. Bo każdy w głębi serca posłyszał głos Jego mówiący: «Nie bójcie się! Nie zginiecie. Bo oto daję wam dar Boży..."

Bociany cz. 2 - strona 84
" SPIS RZECZY. Bociany...1 Pantofelki...57 Modlitwa Jadwigi...79 Bajka...101 Tryumfator...117 Przy lampie...139 ?...147 Przed świtem...177 W dzień Patrona...185. "

Bociany cz. 2 - strona 85
" I "