www.piratkon.pl

Billy Budd cz. 1
Melville Herman


Billy Budd cz. 1 - strona 1
" Herman Melville   BILLY BUDD "

Billy Budd cz. 1 - strona 2
" OD AUTORA   Rok 1797, w którym rozgrywa się niniejsza opowieść, należy do okresu, kiedy to — jak dziś uważa każdy myśliciel — doszło w świecie chrześcijańskim do kryzysu, którego wielkiej, choć naówczas nie przewidywanej doniosłości, nie przewyższyła żadna inna..."

Billy Budd cz. 1 - strona 3
" ciwstawić dopiero wówczas, gdy prowodyrów powieszono ku przestrodze zakotwiczonej tam floty. Jednakże analogicznie do oddziaływania Rewolucji w ogóle, Wielki Bunt, choć przez Anglików naturalnie uważany wówczas za potworny, niewątpliwie dał pierwszy utajony bodziec do bardzo..."

Billy Budd cz. 1 - strona 4
" ROZDZIAŁ I (OPOWIADANIE WTAJEMNICZONEGO)   Przed wynalezieniem statku parowego, czy może wtedy częściej niż dzisiaj, uwagę człowieka, który przechadzał się po nabrzeżach każdego znacznego portu morskiego, zwracała niekiedy grupa ogorzałych marynarzy z floty..."

Billy Budd cz. 1 - strona 5
" stki, założonej luźno na szyję, tańczyły mu na odsłoniętym hebanie torsu; w uszach miał duże złote pierścienie, a na kształtnej głowie zsunięty w tył szkocki beret z kraciastą opaską. Było upalne lipcowe południe, toteż twarz jego lśniła od potu, promieniejąc..."

Billy Budd cz. 1 - strona 6
" znamienitym pięściarzem czy zapaśnikiem. Łączył siłę z urodą. Powtarzano sobie opowieści o jego wyczynach. Na lądzie był szermierzem, na wodzie rzecznikiem innych, zawsze pierwszym do wszystkiego. Gdy trzeba było zrefować marsie przy silnym wietrze — już siedział okrakiem na..."

Billy Budd cz. 1 - strona 7
" krótko przed okresem, w którym rozgrywa się niniejsza opowieść, zabrany na Cieśninach z pokładu wracającego do kraju statku handlowego i przymusowo wcielony do załogi wypływającego w morze siedemdziesięcioczterodziałowego okrętu Jego Królewskiej Mości „Nieposkromiony”, który..."

Billy Budd cz. 1 - strona 8
" był oraczem zmąconych wód i całe życie zmagał się z niesfornym żywiołem, poczciwiec niczego bardziej nie miłował w głębi serca niż zwykłej ciszy i spokoju. Poza tym liczył lat pięćdziesiąt albo około tego, był nieco skłonny do otyłości, miał miłą twarz pozbawioną..."

Billy Budd cz. 1 - strona 9
" przytłumiły wrodzonej chętki do uciech zmysłowych. Obowiązki swe zawsze wypełniał sumiennie, atoli obowiązek bywa niekiedy suchy, toteż był za tym, ażeby, kiedy tylko się da, zwilżać jego suchość użyźniającym wywarem mocnych płynów. Właścicielowi kajuty nie pozostało nic..."

Billy Budd cz. 1 - strona 10
" Ale zjawił się Billy i było to tak, jak gdyby ksiądz katolicki zaprowadził spokój w irlandzkiej spelunce. Nie żeby im prawił kazania albo mówił czy robił coś szczególnego — ale biła od niego cnota, cukrząc wszystkich skwaszonych. Przylgnęli do niego niczym szerszenie do melasy..."

Billy Budd cz. 1 - strona 11
" mu znoszone spodnie, cieśla w wolnych chwilach robi dla niego piękną szafeczkę. Każdy by wszystko uczynił dla Billa Budda i jesteśmy tu teraz jedną szczęśliwą rodziną. Otóż, poruczniku, jeżeli ten chłopak odejdzie, już wiem, co będzie na pokładzie „Praw”. Teraz nieprędko..."

Billy Budd cz. 1 - strona 12
" narza, który z równą wiernością nie stawia temu oporu. Ale gdzież jest to moje cudo? A! — dodał patrząc w otwarte drzwi kajuty. — Otóż idzie i, na Jowisza, dźwiga swą skrzynkę. Apollo z kuferkiem! Człowieku — rzekł wychodząc mu na spotkanie — nie możesz zabrać takiego..."

Billy Budd cz. 1 - strona 13
" chwili nowo zwerbowany zerwał się z miejsca na dziobie łodzi, gdzie sternik kazał mu siedzieć, i jął machać kapeluszem, żegnając się wesoło ze swymi milczącymi kolegami, którzy z żalem spoglądali nań znad relingu. Następnie pozdrowił sam statek: — Żegnajcie mi także,..."

Billy Budd cz. 1 - strona 14
" dząc o tym, właściwie fatalistą. I możliwe, że nawet przypadł mu do gustu ten niespodziany obrót, jaki przyjęły jego sprawy, gdyż obiecywał mu nowe przeżycia i wojenne emocje. Na pokładzie „Nieposkromionego” wprędce zaliczono go do starszych marynarzy, przydzielono do wachty..."

Billy Budd cz. 1 - strona 15
" ROZDZIAŁ II Aczkolwiek nasz nowo kreowany fortopman został dobrze przyjęty na marsie i na pokładach działowych, nie był tam już takim przedmiotem podziwu, jak poprzednio dla załóg pomniejszych statków handlowych, z którymi to załogami dotąd wyłącznie obcował. Był młody..."

Billy Budd cz. 1 - strona 16
" nym. Billy Budd jako Urodziwy Marynarz znajdował się na okręcie poniekąd w sytuacji wiejskiej piękności, przeniesionej z prowincji i zmuszonej do współzawodnictwa z wysoko urodzonymi damami dworskimi. Jednakże zaledwie dostrzegał ową zmianę. Nie widział też, że coś w nim..."

Billy Budd cz. 1 - strona 17
" jegomość, spytał między innymi o miejsce jego urodzenia, Billy odrzekł: — Nie wiem, proszę pana. — Nie wiesz, gdzieś się urodził? A kto był twoim ojcem? — Bóg to wie, panie. Uderzony szczerą prostotą tych odpowiedzi, oficer spytał następnie: — A wiesz cośkolwiek o..."

Billy Budd cz. 1 - strona 18
" śmiennego słowika czasami komponował własne piosenki. Nieśmiałości nie miał wcale czy raczej tyle, ile jej można rozsądnie przypisać psu z rasy świętego Bernarda. Ponieważ zazwyczaj obcował z żywiołem, a ląd znał niemal jedynie jako wybrzeże czy raczej tę cząstkę..."

Billy Budd cz. 1 - strona 19
" wynikają one z obyczaju czy konwenansu, ale raczej są z nimi sprzeczne, jak gdyby zaiste w drodze wyjątku zostały przejęte z czasów poprzedzających kainowe miasta i umiastowionego człowieka. Człowiek wyróżniający się takimi właściwościami ma dla nie wypaczonego smaku niejako..."

Billy Budd cz. 1 - strona 20
" dziej osobliwie melodyjny i jakby wyrażający wewnętrzną harmonię, skłonny był do pewnej organicznej ułomności — mniejszego lub większego jąkania czy nawet czegoś gorszego. W tym szczególe Billy był uderzającym dowodem, że ów przewrotny tłumacz, zawistny, zły doradca z Edenu,..."

Billy Budd cz. 1 - strona 21
" ROZDZIAŁ III W   momencie przymusowego zwerbowania Billa do załogi „Nieposkromionego” okręt ów miał właśnie przyłączyć się do floty śródziemnomorskiej. Zostało to niebawem dokonane. Jako należący do owej floty, siedemdziesdęcioczterodziałowiec uczestniczył w..."

Billy Budd cz. 1 - strona 22
" to słynne hasło, które w kilka lat później obwieściło całej walczącej marynarce, czego Anglia oczekuje w potrzebie od Anglików. Wtedy to właśnie marynarze, których można było liczyć na tysiące, powciągali wśród okrzyków na maszty trójpokładowców i siedemdziesiątek..."

Billy Budd cz. 1 - strona 23
" dobnie jak niektóre inne wydarzenia, przytrafiające się w każdej epoce we wszystkich państwach na świecie, z Ameryką włącznie, Wielki Bunt miał taki charakter, że narodowa duma i wzglądy polityczne chętnie odsunęłyby go na dalszy plan historyczny. Wydarzeń takich przemilczeć..."

Billy Budd cz. 1 - strona 24
" Tak czy owak, spośród owych tysięcy buntowników pochodziła pewna liczba marynarzy, którzy wkrótce potem — czy to powodowani jedynie patriotyzmem, czy też wojowniczością, czy jednym i drugim — dopomogli Nelsonowi zdobyć mitrą na Nilu, a morską koroną nad koronami pod..."

Billy Budd cz. 1 - strona 25
" ROZDZIAŁ IV DOTYCZĄCY „NAJWIĘKSZEGO MARYNARZA OD POCZĄTKU ŚWIATA” (TENNYSON) Kiedy przychodzi do pisania, jakkolwiek by ktoś był zdecydowany trzymać się głównej drogi, zawsze znajdą się jakieś boczne ścieżki mające powab, któremu niełatwo się oprzeć. Przyzywany..."

Billy Budd cz. 1 - strona 26
" zastosować w zmienionych warunkach — szlachetne zalety takich morskich potentatów, jak Don Juan Austriacka, Doria, Van Tromp, Jean Bart, liczny zastęp brytyjskich admirałów czy też amerykańscy Decaturowie z roku 1812 — nie stały się przeżytkiem wraz z ich drewnianymi okrętami...."

Billy Budd cz. 1 - strona 27
" gdyby nie to brawurowanie, zwycięski admirał zapewne przeżyłby bitwę i zamiast żeby jego mądry przedśmiertny nakaz został uchylony przez bezpośredniego następcę w dowodzeniu, mógłby sam, po rozstrzygnięciu bitwy, zakotwiczyć swą skołataną flotę i tym sposobem nie dopuścić..."

Billy Budd cz. 1 - strona 28
" Waterloo nie odważył się nazwać go największym żołnierzem wszystkich czasów, choć w tejże samej odzie mówi o Nelsonie jako o „największym marynarzu od początku świata”. Pod Trafalgarem Nelson, tuż przed rozpoczęciem walki, zasiadł i spisał zwięźle swoją ostatnią..."

Billy Budd cz. 1 - strona 29
" ROZDZIAŁ V     Bunt na Nore został stłumiony. Nie wszystkie jednak uchybienia naprawiono. Jeśli na przykład nie pozwalano już dostawcom stosować praktyk właściwych wszędzie ich plemieniu, takich jak dostarczanie tandetnego sukna, racji żywności nadpsutych albo o..."

Billy Budd cz. 1 - strona 30
" roku, w którym rozgrywa się opowieść niniejsza, Nelson, naówczas wiceadmirał sir Horatio, przebywając wraz z flotą u hiszpańskich wybrzeży, otrzymał od dowodzącego admirała rozkaz przeniesienia swojego proporca z „Kapitana” na „Tezeusza”, a to z następującej przyczyny:..."

Billy Budd cz. 1 - strona 31
" Szlachetnie urodzony kapitan Edward Fair-fax Vere, żeby podać jego pełną rangę, był kawalerem lat mniej więcej czterdziestu, marynarzem wybitnym nawet w tych czasach obfitujących w znamienitych żeglarzy. Jakkolwiek spokrewniony z wyższą szlachtą, nie zawdzięczał awansu jedynie..."

Billy Budd cz. 1 - strona 32
" cywila na pokładzie okrętu królewskiego, jakiegoś wielce dostojnego tajnego wysłannika, który udawał się na ważną placówkę. Ale ta niepozorność w obejściu mogła wynikać z pewnej naturalnej męskiej skromności, która niekiedy idzie w parze ze stanowczą naturą — skromności,..."

Billy Budd cz. 1 - strona 33
" House — nazwą jednej z siedzib wspólnego ich przodka, bohatera wojen niemieckich w wieku siedemnastym — w którym to wierszu są takie słowa: To się nazywa — od pieleszy domowym szczęściem móc się cieszyć, gdzie w ryzach cię trzymają srogich świetlisty Vere i Fairfax drogi...."

Billy Budd cz. 1 - strona 34
" ROZDZIAŁ VI Z uwagi na rolę, jaką dowódca „Nieposkromionego” odgrywa w wydarzeniach mających teraz nastąpić, może będzie wskazane dopełnić tę jego sylwetkę nakreśloną zwięźle w poprzednim rozdziale. Prócz swoich zalet oficera marynarki kapitan Vere był człowiekiem..."

Billy Budd cz. 1 - strona 35
" wencjonalności, tak jak Montaigne, uczciwie i w duchu zdrowego rozsądku filozofują na temat rzeczy realnych. W owym umiłowaniu lektury znajdował potwierdzenie własnych tajonych myśli — potwierdzenie, którego na próżno szukał w towarzyskich rozmowach — tak że jeżeli idzie o..."

Billy Budd cz. 1 - strona 36
" dzaju: „To szlachetny człowiek ten «Świetlisty Vere». Mimo wszystko, co piszą gazety, sir Horatio jest w gruncie rzeczy niewiele odeń lepszym marynarzem czy żołnierzem. Ale mówiąc między nami, czy nie uważasz, że ma w sobie jakieś osobliwe cechy pedanta? Można rzec, niczym..."

Billy Budd cz. 1 - strona 37
" ROZDZIAŁ VII Poruczników i innych panów oficerskiego stopnia tworzących sztab kapitana Vere nie potrzeba tu opisywać szczegółowo, tak jak nie jest konieczne wymieniać starszych podoficerów. Natomiast wśród niższych podoficerów był jeden, którego można od razu przedstawić,..."

Billy Budd cz. 1 - strona 38
" brody, rzeźbione czysto niczym na greckim medalionie; natomiast broda, pozbawiona zarostu jak u wodza Indian, miała coś z dziwnej, wydatnej ociężałości, przywodzącej na myśl wizerunki wielebnego doktora Tytusa Oatesa, owego cedzącego po kaznodziejsku słowa historycznego oskarżyciela..."

Billy Budd cz. 1 - strona 39
" naturalizację we wczesnym dzieciństwie. Wśród posiwiałych plotkarzy z pokładów działowych i forkasztelu krążyły poufne pogłoski, że profos jest szlachcicem, który zaciągnął się ochotniczo do marynarki królewskiej, ażeby zmazać jakowąś ciemną sprawką, za którą go..."

Billy Budd cz. 1 - strona 40
" ną swobodę chwytania każdego podejrzanego lub niepewnego osobnika, zdatnego do służby, i z miejsca dostawiania go do portu czy floty. Co więcej, nawet wśród zaciągających się ochotniczo byli tacy, którzy nie kierowali się ani pobudkami patriotycznymi, ani lekkomyślnym pragnieniem..."

Billy Budd cz. 1 - strona 41
" uzupełniano w drodze zaciągu wprost z więzień. Z przyczyn podanych powyżej, zapewne nie byłoby dziś zbyt łatwo bezpośrednio udowodnić albo zbić owo twierdzenie. Ale przyjąwszy, że tak było w istocie, jakże wymownie świadczyłoby to o tarapatach, w jakich podówczas znalazła się..."

Billy Budd cz. 1 - strona 42
" cie skłonność do przesady albo koloryzowania. W gruncie rzeczy ludzie z załogi „Nieposkromionego” wiedzieli mniej więcej tyle o dziejach profosa przed jego wstąpieniem do służby, ile astronom wie o wędrówkach komety przed pierwszym jej zaobserwowanym pojawieniem się na niebie...."

Billy Budd cz. 1 - strona 43
" niem własnej woli. W rękach szefa zbiegały się dzięki tej funkcji przeróżne nici sekretnych wpływów, mogące przy przebiegłym manipulowaniu przez jego pomocników przysporzyć każdemu członkowi owej morskiej wspólnoty rozlicznych przykrości, jeśli nie czegoś gorszego. "

Billy Budd cz. 1 - strona 44
" ROZDZIAŁ VIII Służba na przednim maszcie przypadła Billowi do gustu. Tam, kiedy nie byli zatrudnieni na wyższych rejach, topmani, dobrani do owej funkcji dla swej młodości i przedsiębiorczości, tworzyli coś w rodzaju napowietrznego klubu, i usadowiwszy się wygodnie na mniejszych..."

Billy Budd cz. 1 - strona 45
" nia i mocowania. Kiedy Bill ujrzał nagie plecy winowajcy, pokratkowane kańczugiem w czerwone pręgi, a co gorsza — gdy zauważył straszliwy wyraz twarzy owego człowieka, kiedy ze swą wełnianą koszulą, zarzuconą nań przez wymierzającego chłostę, odbiegał z miejsca kaźni, aby..."

Billy Budd cz. 1 - strona 46
" znajomość, a teraz, gdy znalazł się w kłopocie, przyszło mu do głowy, że jest to ktoś, u kogo mógłby zasięgnąć mądrej rady. Był to stary Duńczyk, od dawna zangliczały w służbie, człowiek mało skłonny do rozmowy, o wielu zmarszczkach i kilku chwalebnych bliznach. Jego..."

Billy Budd cz. 1 - strona 47
" tywnej w swojej istocie, dostrzegł — lub może tak mu się tylko wydało — coś, co przez kontrast z tłem wojennego okrętu, było osobliwie zaskakujące w Urodziwym Marynarzu? Jednakże owa dwuznaczna wesołość starego Merlina odmieniła się nieco, kiedy przez jakiś czas..."

Billy Budd cz. 1 - strona 48
" dowy Billa, czy z innej, bardziej zawiłej przyczyny, od początku mówiąc doń zastępował zawsze imię „Billy” słowem „Dziecina”. W istocie to on właśnie wymyślił przezwisko, pod którym fortopman stał się w końcu znany na pokładzie okrętu. Tak zatem Billy, popadłszy w te..."

Billy Budd cz. 1 - strona 49
" ry, po czym rzekł: — Tak, Dziecino, słodki ma głos Długonogi Jimmy. — Nie, nie zawsze. Ale dla mnie, owszem. Rzadko go mijam nie słysząc jakiegoś miłego słowa. — Właśnie dlatego, że dybie na ciebie, Dziecino. To powtórzenie i sposób, w jaki zostało wypowiedziane..."

Billy Budd cz. 1 - strona 50
" ROZDZIAŁ IX   Nazajutrz pewien incydent utwierdził Billa Budda w jego niedowierzaniu, jeżeli idzie o dziwne podsumowanie przez Duńczyka przedłożonej mu sprawy. W południe, kiedy rozkołysany okręt szedł pełnym wiatrem po kursie, Billy siedząc na dole przy obiedzie i gwarząc..."

Billy Budd cz. 1 - strona 51
" rzyszył dwuznacznym słowom Claggarta i sucho ściągnął w dół wąskie kąciki jego kształtnych ust. Jednakże wszyscy, uważając, że miał to być żart, z którego — ponieważ powiedział go przełożony — mieli obowiązek śmiać się „z udanym weselem”, postąpili..."

Billy Budd cz. 1 - strona 52
" ROZDZIAŁ X Cóż działo się z profosem? A cokolwiek to było, jaki mogło mieć bezpośredni związek z Billem Buddem, z którym przed ową historią z rozlaniem zupy nigdy nie miał żadnej specjalnej styczności, służbowej czy innej? Cóż zaiste mogło to mieć wspólnego z..."

Billy Budd cz. 1 - strona 53
" w tej sprawie. W istocie rzeczy wszakże nie było niczego takiego. A jednak przyczyna, którą z konieczności uznać należy za jedynie możliwą, była w samym swoim realizmie równie nasycona owym podstawowym elementem radcliffowskiego romansu — tajemniczością — jak wszystkie, które..."

Billy Budd cz. 1 - strona 54
" wiekiem ode mnie, powiedział mi o kimś, kto, podobnie jak on, dziś już nie żyje — człowieku tak nienagannie szanownym, że nigdy nie mówiono otwarcie nic przeciw niemu, chociaż nieliczni coś niecoś szeptali. — Tak, Iks to orzech, którego nie sposób rozłupać klepnięciem..."

Billy Budd cz. 1 - strona 55
" rego prawnika wokoło małego palca. I nie była to zramolałość starczej miłości. Nic podobnego. Tylko że tamten lepiej znał prawo niż serce dziewczyny. Coke i Blackstone nie rzucili tyle światła w mroczne zakamarki ducha, co hebrajscy prorocy. A kimże oni byli? W większości..."

Billy Budd cz. 1 - strona 56
" będące ich cichymi sprzymierzeńcami. Bez przesady można powiedzieć, że są bez przywar czy drobnych grzeszków. Odznaczają się niezwykłą dumą, która wyklucza to wszystko. Nigdy nie bywają małostkowi czy skąpi. Krótko mówiąc, taka nieprawość, o jakiej tu mowa, nie ma w sobie..."

Billy Budd cz. 1 - strona 57
" postępowanie są zawsze całkowicie rozumne. Otóż kimś takim właśnie był Claggart, ogarnięty szaleństwem złej natury, nie wynikającym z występnej przeszłości, demoralizujących książek czy rozwiązłego życia, ale zrodzonym wraz z nim, krótko mówiąc, będącym..."

Billy Budd cz. 1 - strona 58
" Zwrot w niniejszej opowieści, dotyczący utajonej natury profosa, sprawił, że rozdział ten był konieczny. Po dodaniu tych paru uwag w związku z incydentem przy obiedzie, dalsza relacja musi już sama uzasadnić, jak zdoła, swą wiarygodność. "

Billy Budd cz. 1 - strona 59
" ROZDZIAŁ XI (BLADY GNIEW, ZAZDROŚĆ I ROZPACZ)   O tym, że postać Claggarta nie była ułomna, a jego twarz, poza brodą, dobrze ukształtowana, powiedziano już przedtem. Nie zdawał się nieczuły na owe dodatnie cechy, bo dbał nie tylko o schludność, ale i o strój...."

Billy Budd cz. 1 - strona 60
" zdrości? Jest w niej coś, co się powszechnie uważa za bardziej wstydliwe od najgorszej zbrodni. I nie tylko każdy się jej wypiera, ale co lepsi są skłonni niedowierzać, kiedy się ją poważnie zarzuca człowiekowi inteligentnemu. Ponieważ jednak ma ona swoją siedzibą w sercu, nie w..."

Billy Budd cz. 1 - strona 61
" zęby ktoś był tylko nawiny! A jednak z estetycznego punktu widzenia dostrzegał urok, dzielność i beztroską Billa i chętnie by je podzielał, tylko że nie miał na to nadziei. Nie posiadając mocy, by unicestwić elementarne zło w samym sobie, choć umiał dość dobrze je..."

Billy Budd cz. 1 - strona 62
" nak, gdyby jałówka była podkutym ogierem, nie okazałoby się tak nieszkodliwe. Mimo to Claggart do żółci zazdrości wsączył witriol pogardy. Ów incydent potwierdził pewne donosicielskie relacje, szeptane mu do ucha przez Skrzeka, jednego z przebiegłych kaprali profosa, siwego..."

Billy Budd cz. 1 - strona 63
" rami żartobliwości o ich nieuszanowaniu i niechęci. Ponieważ w swej nienawiści tak bardzo pożądał zaczepki, nie trzeba było wiele pożywki, aby nakarmić pasją Claggarta. Bardziej wyrafinowana nieprawość odznacza się zazwyczaj niepospolitą rozwagą, jako że ma wszystko do ukrycia...."

Billy Budd cz. 1 - strona 64
" dla wypróbowania jego reakcji, ale nie wywołało w Billu niczego takiego, co wrogość mogłaby oficjalnie wyzyskać czy bodaj przeobrazić w pozornie słuszne uzasadnienie; toteż wypadek przy obiedzie, choć błahy, był mile widziany przez owo szczególne sumienie, będące cichym mentorem..."

Billy Budd cz. 1 - strona 65
" ROZDZIAŁ XII   W   niewiele dni po ostatnio opowiedzianym incydencie wydarzyło się Billowi Buddowi coś, co zaniepokoiło go bardziej niż wszystkie poprzednie wypadki. Była noc ciepła jak na tą szerokość geograficzną, i fortopman, którego wachta w owym momencie..."

Billy Budd cz. 1 - strona 66
" masztu, Billy. Coś wisi w powietrzu. Tylko nic nie mów. Prędko. Przyjdę tam do ciebie. I znikł. Otóż Billy — jak wielu innych z gruntu dobrych ludzi — miał poniektóre słabości, nieodłączne od dobrej natury, a między nimi niechęć, prawie niemożność odpowiedzenia wprost..."

Billy Budd cz. 1 - strona 67
" jomego. Jednakże po sylwetce i ruchach wziął go, i trafnie, za jednego z marynarzy z obsługi bezanu. — Tss, Billy — powiedział tamten tym samym szybkim, ostrożnym szeptem, co poprzednio. — Ciebie wcielili przemocą, prawda? Otóż mnie także. — Tu przerwał, jakby chcąc..."

Billy Budd cz. 1 - strona 68
" kasztelu, zbudzony ze swej drzemki na pokładzie przez podniesiony głos Billa. Kiedy zaś fortopman ukazał się znowu i został przezeń rozpoznany, ów rzekł: — Ach, Pięknisiu, to ty! No, coś musiało się stać, bo się ją-ją-jąkałeś. — Ech — odparł Billy opanowawszy już to..."

Billy Budd cz. 1 - strona 69
" ROZDZIAŁ XIII     Incydent ten srodze zaskoczył Billa Budda. Było to coś zupełnie nowego — po raz pierwszy w życiu ktoś zagadnął go osobiście w sposób potajemny i intrygujący. Przed tym spotkaniem nie znał w ogóle tamtego człowieka, jako że obaj pełnili..."

Billy Budd cz. 1 - strona 70
" naturalnej ciekawości, jak też taki nocny wysłannik może wyglądać w biały dzień. Wyszpiegował go następnego popołudnia, podczas swej pierwszej psiej wachty, między palącymi fajki na przedniej części górnego pokładu działowego, na ten cel przeznaczonej. Rozpoznał go po sylwetce..."

Billy Budd cz. 1 - strona 71
" Billa do tego stopnia, że nie wiedząc, co odpowiedzieć, puścił je mimo uszu. Billy był teraz jeszcze bardziej zagubiony niż przedtem. Bezskuteczne rozmyślania, które snuł, były mu tak niepokojąco obce, że robił, co mógł, by je stłumić. Ani na chwilę nie przyszło mu do głowy,..."

Billy Budd cz. 1 - strona 72
" tym zbzikowanym marynarzem z bezanwachty? — Ho, więc on był z bezanu! No, już coś czuję, już czuję! I po tym wykrzykniku, o którym nie sposób powiedzieć, czy odnosił się do lekkiego powiewu, co właśnie nadleciał nad nieruchomym morzem, czy też miał jakiś bardziej ukryty..."

Billy Budd cz. 1 - strona 73
" ROZDZIAŁ XIV   Długie doświadczenie zapewne wyrobiło w tym starym gorzką roztropność, która nigdy do niczego się nie miesza i nigdy nie udziela rad. Jednakże chociaż Duńczyk uparcie obstawał, iż za tymi wszystkimi dziwnymi przypadkami Billa na pokładzie..."

Billy Budd cz. 1 - strona 74
" przypadkach bywa aż nadto wyraźne — nawet młodości. Bo i cóż mógł Billy wiedzieć o człowieku poza tym, co wiedział o człowieku jako marynarzu? A starej daty marynarz, prawdziwy wilk morski — marynarz od dzieciństwa — choć ulepiony z tej samej gliny, co mieszkaniec lądu, pod..."

Billy Budd cz. 1 - strona 75
" stosunki mniej płytkie niż handlowe, a mianowicie u pewnych ludzi światowych — że w końcu ją stosują prawie nieświadomie, niektórzy z nich zaś najpewniej szczerze by się zdziwili, gdyby im ją przypisano jako jedną z ogólnych cech. "

Billy Budd cz. 1 - strona 76
" ROZDZIAŁ XV     Jednakże po tym małym incydencie podczas obiadu nie spotykały już więcej Billa Budda dziwne przykrości w związku z hamakiem, workiem na rzeczy i tak dalej. Jeśli idzie o ów uśmiech, którym go czasem opromieniano, i o miłe słowo rzucane w..."

Billy Budd cz. 1 - strona 77
" w porę nadchodzącego Billa, usuwał się nieco z drogi, by go przepuścić, i spoglądał nań chwilę z wyszczerzonymi ironicznie zębami. Natomiast przy nagłym, nieprzewidzianym spotkaniu, oczy jego rzucały czerwone błyski, niby iskry z kowadła w mrocznej kuźni. Ten krótki ostry blask..."

Billy Budd cz. 1 - strona 78
" w żadną z nimi styczność — ci ludzie więc zaczęli po raz pierwszy rzucać na Billa, gdy go przypadkiem spotkali, owe szczególne spojrzenia, które świadczą, że patrzący został w jakiś sposób nastawiony przeciwko temu, na kogo spogląda. Nigdy nie nasunęło się Billowi, iż..."

Billy Budd cz. 1 - strona 79
" cza) tym razem go zawiodło, i ten, którego usiłował wciągnąć w pułapką jako prostaczka, właśnie przez swoją prostotę udaremnił jego plany. Ludzie dociekliwi mogą utrzymywać, iż było prawie niemożliwe, ażeby Billy powstrzymał się od podejścia do marynarza z bezanu i..."

Billy Budd cz. 1 - strona 80
" ROZDZIAŁ XVI Po owej tajemniczej rozmowie ma ławie talrepowej fokmasztu — tak. raptownie przerwanej przez Billa — nie wydarzyło się nic ważnego dla niniejszej historii aż do wypadków, o których mamy obecnie opowiedzieć. Wspomniano już na innym miejscu, że ze wzglądu na brak..."

Billy Budd cz. 1 - strona 81
" sprawą na jej niekorzyść — ufając w swoją lekkość rozwinęła wszystkie żagle, by umknąć. Po pościgu, podjętym nieomal wbrew wszelkiej nadziei i trwającym mniej więcej do połowy pierwszej psiej wachty, udało jej się zbiec. Wkrótce po zaniechaniu pogoni, nim jeszcze..."

Billy Budd cz. 1 - strona 82
" mionego” miejsce poprzedniego profosa, który, niezdolny do służby, pozostał na lądzie. Zaledwie dowódca spostrzegł, kim jest ten, który z takim uszanowaniem oczekuje zwrócenia nań uwagi, na jego twarzy pojawił się osobliwy wyraz. Był on podobny do tego, jaki mimowolnie przemyka po..."

Billy Budd cz. 1 - strona 83
" W tym punkcie kapitan Vere przerwał mu z niejakim zniecierpliwieniem: — Mów wprost, człowieku. Powiedz: wcieleni przymusowo. Claggart uczynił ręką gest pełen uległości i ciągnął dalej. Ostatnio on (Claggart) powziął podejrzenie, że z poduszczenia rzeczonego marynarza rozwija..."

Billy Budd cz. 1 - strona 84
" przełożony, którego twarz zmieniła się natychmiast z gniewu, odgadł bowiem, jaki okręt tamten chciał wymienić: ów, na którym bunt na Nore przybrał szczególnie tragiczny charakter, przez pewien czas zagrażając życiu jego dowódcy. W tych warunkach oburzyła kapitana zamierzona..."

Billy Budd cz. 1 - strona 85
" to jednak uważał, że byłoby nieroztropnie podsycać myśl o tajonej wrogości przez zbyt pochopne dawanie wiary informatorowi, choćby nim był jego własny podkomendny, któremu wśród innych obowiązków poruczono policyjny nadzór nad załogą. Ten pogląd może nie byłby w nim..."

Billy Budd cz. 1 - strona 86
" kolegów, bo wtedy przynajmniej w chwili krytycznej powiedzą za nim dobre słowo na przekór wszystkiemu. Może porucznik Ratcliffe wspominał waszej miłości o tej chytrej sztuczce Budda, kiedy to podskakiwał na dziobie szalupy pod rufą statku, gdy go zabierano z pokładu? Ową pozorną..."

Billy Budd cz. 1 - strona 87
" do awansu na takie miejsce, gdzie mógłby częściej mleć go pod obserwacją — a mianowicie powierzenie mu dowództwa nad marynarzami obsługującymi bezan, gdzie zastąpiłby na wachcie prawej burty człowieka już niemłodego, którego częściowo z tej właśnie przyczyny uważał za..."

Billy Budd cz. 1 - strona 88
" żasz. Czekaj — dodał zbliżając się ku niemu. — Bacz pan, co mówisz. W obecnej chwili i w takim przypadku jest zawsze nok rei dla fałszywego świadka. — Ach, wasza miłość! — westchnął Claggart, łagodnie kiwając kształtną głową, jak gdyby go zasmuciła tak niezasłużona..."

Billy Budd cz. 1 - strona 89
" co silne podejrzenia, hamowane przez dziwne wątpliwości. Wahanie, które przejawiał, wynikało nie tyle z czegoś, co dotyczyło człowieka, na którego mu donoszono — jak to zapewne mniemał Claggart — ile z rozważań, jak najlepiej postąpić w stosunku do donosiciela. Z początku w..."

Billy Budd cz. 1 - strona 90
" marynarzy na masztach, a także innych, co znajdowali się na śródokręciu czy dalej ku dziobowi. Zdecydowawszy się, co uczynić, kapitan Vere niezwłocznie przeszedł do działania. Obróciwszy się raptownie do Claggarta, zapytał: — Profosie, czy Budd ma teraz wachtę na maszcie?..."

Billy Budd cz. 1 - strona 91
" ROZDZIAŁ XVII   Kiedy Budd znalazł się niejako zamknięty w kajucie z kapitanem i Claggartem, zdziwił się niepomału. Było to jednak zdziwienie, któremu nie towarzyszył niepokój ani nieufność. Do niedojrzałej natury, z gruntu uczciwej i ludzkiej, utajone oznaki niejasnego..."

Billy Budd cz. 1 - strona 92
" Z początku nie dotarło ono do Billa. A kiedy zrozumiał, różaną ogorzałość jego policzków jakby poraził biały trąd. Stał niby człowiek wbity na pal i zakneblowany. Tymczasem oczy oskarżyciela, nie odrywając się od niebieskich, rozszerzonych oczu młodzieńca, przeszły..."

Billy Budd cz. 1 - strona 93
" zakłóceń mowy, odgadł to natychmiast, jako że wygląd Billa przypomniał mu żywo pewnego szkolnego kolegę, którego niegdyś widział porażonego bardzo podobną zaskakującą niemocą w chwili, gdy wstawał skwapliwie, by jako pierwszy odpowiedzieć na trudne pytanie zadane w klasie..."

Billy Budd cz. 1 - strona 94
" dłonią twarz i stał według wszelkich pozorów równie nieporuszony, jak ciało leżące u jego stóp. Czy pogrążył się w rozmyślaniach nad wszystkimi skutkami tego zdarzenia i nad tym, co najlepiej uczynić nie tylko natychmiast, ale i później? Z wolna odsłonił twarz i zdało się,..."

Billy Budd cz. 1 - strona 95
" widok. Po zawsze bladej twarzy Claggarta ściekała gęsta krew z ust i uszu. Dla zawodowego oka patrzącego był to niewątpliwie człowiek nieżywy. — Więc tak? — rzekł kapitan Vere obserwując go bacznie. — Tak przypuszczałem. Ale sprawdź pan. Zwyczajne w tych wypadkach próby..."

Billy Budd cz. 1 - strona 96
" — Ale chodź pan; musimy się pośpieszyć — dorzucił. — Pomóż mi przenieść go — (miał na myśli zwłoki) — do tamtej kabiny. — Tu wskazał kajutą znajdującą się naprzeciw tej, w której zamknięty był fortopman. Na nowo zaniepokojony owym żądaniem, które — jako..."

Billy Budd cz. 1 - strona 97
" szej sytuacji niż oficera podlegającego kapitanowi, którego podejrzewa wprawdzie nie o obłąd, lecz o niejakie zakłócenie władz umysłowych. Spierać się z nim o jego rozkaz byłoby zuchwalstwem. Stawiać mu opór byłoby buntem. Posłuszny więc kapitanowi, obwieścił oficerom i..."

Billy Budd cz. 1 - strona 98
" Opowiedziany   powyżej nieszczęsny wypadek nie mógł przydarzyć się w gorszym momencie. Nastąpił bowiem tuż po stłumieniu buntów, w okresie wielce krytycznym dla zwierzchnictwa marynarki, wymagającym od każdego angielskiego dowódcy morskiego dwóch cech niełatwo..."

Billy Budd cz. 1 - strona 99
" uważał, że niezbędna jest zarówno rozwaga, jak pośpiech. Dopóki by nie obrał jakiejś linii postępowania, i to w każdym szczególe — nie dość na tym: dopóki wynikające stąd postanowienie nie miałoby zostać wykonane, uważał za słuszne, ze względu na wszystkie okoliczności,..."

Billy Budd cz. 1 - strona 100
" niż pierwszy ślubowania wierności wobec wojskowego obowiązku. W poczuciu, że jeśli nie podejmie się szybkiej akcji, czyn fortopmana, gdy tylko stanie się znany na pokładach działowych, może na nowo rozniecić drzemiący żar Nore pośród załogi — świadomość pilności sprawy..."