Bieżyńska łąka
Turgieniew Iwan
Bieżyńska łąka - strona 1
" Iwan Turgieniew BIEŻYŃSKA ŁĄKA "
Bieżyńska łąka - strona 2
" Był piękny lipcowy dzień, jeden z tych, jakie bywają tylko wtedy, gdy pogoda ustali się na dobre. Od najwcześniejszego ranka niebo jest jasne, zorza poranna nie płonie na podobieństwo pożaru, lecz rozlewa się łagodnym rumieńcem. Słońce nie jest ogniste ani..."
Bieżyńska łąka - strona 3
" czas jaśnieje pod pociemniałą ziemią — i słabo migocąc, niby ostrożnie niesiona świeczka, zapala się na jej tle pierwsza wieczorna gwiazda. W takie dni wszelkie barwy stają się łagodniejsze; Jasne, lecz nie jaskrawe; na wszystkim spoczywa piętno jakiejś wzruszającej..."
Bieżyńska łąka - strona 4
" wzdłuż lasu. Nietoperze szybowały już nad uśpionymi wierzchołkami drzew, krążąc tajemniczo i chybotliwie na tle słabo jaśniejącego nieba; śmigłym lotem przemknął w górze śpieszący do swego gniazda zapóźniony krogulec. „Jak tylko wyjdę na drugą stronę — myślałem..."
Bieżyńska łąka - strona 5
" powtórzyłem głośno, przystanąłem po raz trzeci i pytająco spojrzałem na moją angielską, białą w żółte łaty sukę Dianę, niewątpliwie najpojętniejszą ze wszystkich czworonogów. Ale najpojętniejszą z czworonogów pokręciła tylko ogonkiem, smutnie mrugnęła znużonymi..."
Bieżyńska łąka - strona 6
" wody z rzadka i niewyraźnie migocąc znaczyły jej bieg. Wzgórze, na którym się znajdowałem, opadało nagle prostopadłym niemal urwiskiem. Olbrzymie jego kontury odcinały się swą czernią od błękitnawej powietrznej pustki i tuż pode mną, w kącie utworzonym przez ścianę urwiska i..."
Bieżyńska łąka - strona 7
" podskakują wysoko i śmieją się na cały glos. Lotny kurz żółtawym słupem wzbija się i kłębi wzdłuż drogi; daleko rozlega się zgodny tętent, konie pędzą nastawiwszy uszu; na czele, zadarłszy ogon i nieustannie zmieniając nogę, mknie jakiś kosmaty kasztan z bodiakami w..."
Bieżyńska łąka - strona 8
" szeleści lekko, zaledwie potrącona przez nadbiegającą falą... Tylko ogniska cicho trzaskały. Dokoła nich siedzieli chłopcy; tuż obok siedziały również i owe dwa psy, które miały taką ochotę mnie pożreć. Długo jeszcze nie mogły się pogodzić z moją obecnością i..."
Bieżyńska łąka - strona 9
" o krótkowzrocznych oczach; miała wyraz jakiejś tępej, boleściwej frasobliwości; zaciśnięte wargi były nieruchome, ściągnięte brwi nie rozluźniały się: jak gdyby wciąż mrużył oczy przed blaskiem. Jego płowe, nieomal białe włosy sterczały najeżonymi kosmykami spod płaskiej..."
Bieżyńska łąka - strona 10
" — No i co, rzeczywiście widziałeś domowego diabla? — Nie, nie widziałem, bo też i nie można go zobaczyć — odparł lliusza schrypniętym i cichym głosem, którego brzmienie jak najdokładniej odpowiadało wyrazowi jego twarzy. — Słyszałem tylko... No i..."
Bieżyńska łąka - strona 11
" my się: któż to je podniósł, że woda popłynęła; jednakże koło pokręciło się, pokręciło, no i stanęło. Poszedł tamten znowu do drzwi na górze i zaczął schodzić po schodach; i tak schodzi, jakby wcale się nie śpieszył; a stopnie pod nim aż jęczą... Podszedł więc..."
Bieżyńska łąka - strona 12
" lasu na orzechy, no i zabłądził; zaszedł, Bóg wie dokąd zaszedł. Chodził więc, chodził, moi kochani — i nic z tego! Nie może znaleźć drogi; a tu już noc dokoła. Przysiadł więc Gawryło pod drzewem; zaczekam tu sobie do rana, myśli — przysiadł i zdrzemnął się...."
Bieżyńska łąka - strona 13
" — Ano, widzicie! — rzekł Kostia. — A Gawryło gadał, że głosik, niby, ma ona taki cieniuśki, żałosny jak ropucha. — Twój tata sam to opowiadał? — ciągnął dalej Fiedia. — Sam. Leżałem na wyżce i wszystko słyszałem. — To dziwne! Dlaczegóż to..."
Bieżyńska łąka - strona 14
" — Na grobli? — spytał Fiedia. — Tak, tak, na grobli, na tej przerwanej. Tam to już naprawdę jest niedobre miejsce, a do tego całkiem odludne. Wkoło same takie wądoły, rozpadliny, a w rozpadlinach wszędzie pełno gadów. — No, cóż tam takiego się stało? Opowiadaj... —..."
Bieżyńska łąka - strona 15
" Pawłusza z krzykiem rzucił się za psami. Ujadanie ich oddalało się szybko... Dała się słyszeć trwożna bieganina zaniepokojonego tabunu. Pawłusza wołał na cały głos: — Żuczek! Szaruś!... — Po upływie kilku chwil ujadanie ucichło. Głos Pawła dobiegał już z oddali......"
Bieżyńska łąka - strona 16
" godności). — A tu jeszcze diabli nadali z tym psim szczekaniem... Ja też coś słyszałem, że tamto miejsce u was to jakieś przeklęte. — Warnawice?... Jeszcze jak, strasznie złe miejsce Nieraz, powiadają, widziano tam starego pana, nieboszczyka. Chodzi, powiadają, w..."
Bieżyńska łąka - strona 17
" gdzieś tam piesek zacznie szczekać a szczekać... Naraz, patrzy: idzie ścieżką chłopczyk w samej tylko koszulinie. Przyjrzała mu się — Iwaszka Fiedosiejew idzie... — Ten, co mu się zmarło na wiosnę? — przerwał: Fiedia. — Ten sam. Idzie i główkę ma spuszczoną... Ale..."
Bieżyńska łąka - strona 18
" — Przestraszyliście się i wy? — No, nie my jedni. Sam nasz pan, choć i tłumaczył nam wprzódy, że niby będziemy mieli przepowiednię, a jak się ściemniło, sam, powiadają, tak się zaląkł, że nie daj Boże. A w czeladnej stara kucharka, jak tylko zrobiło sie ciemno —..."
Bieżyńska łąka - strona 19
" cały naród z domów na ulicę, w pole, czeka, co będzie. A u nas tam, wiecie sami, miejscowość przestronna, wszystko z daleka widać. Patrzę, aż tu naraz od słobódki schodzi z góry jakiś człek, ale taki osobliwy, głowa taka dziwna... Wszyscy jak nie zaczną krzyczeć: „Oj, Tryszka..."
Bieżyńska łąka - strona 20
" dodał po chwili milczenia. — Może będziesz wiedział... — Coś słyszał? — A słyszałem. Szedłem z Kamiennego Wału do Szaszkina. A szedłem najprzód cały czas przez naszą leszczynę, a później poszedłem łączką — wiesz, tam gdzie jest ostry zakręt,..."
Bieżyńska łąka - strona 21
" cem, i patrzy, patrzy tymi swoimi ślepiami, mruga nimi, mruga... — A bodaj cię! — zawołał Fiedia wzdrygnąwszy się nieco i wzruszywszy ramionami. — Tfu!... — I po co takie plugastwo rozmnożyło się na świecie? — zauważył Paweł. — Doprawdy! — Nie wymyślaj!..."
Bieżyńska łąka - strona 22
" — Dlaczego ma wpaść — rzekł Fiedia. — Będzie uważał. — Tak, tak, będzie uważał. Różnie bywa: schyli się, zacznie wodę czerpać, a wodnik złapie go za rękę, no i pociągnie do siebie. Będą potem mówić: „Wpadł, powiedzą, chłopak do wody..." A jakie tam..."
Bieżyńska łąka - strona 23
" postawi niecki na ziemi i pocznie wołać: „Wróć, mówi, wróć, moje słoneczko. Ach, wróć, moje sokolątko!" I jak on utonął, Bóg raczy wiedzieć. Bawił się na brzegu, a matka była zaraz niedaleko: grabiła siano. Słyszy naraz, jak gdyby ktoś bańki na wodzie puszczał......"
Bieżyńska łąka - strona 24
" — Co to? — spytał naraz Kostia podnosząc głowę. Paweł jął nasłuchiwać. — To kuliki lecą, pogwizdują. — Dokądże one lecą? — A tam, gdzie, jak mówią, nie ma zimy. — A czy jest taki kraj? — Jest. — Daleko? — Daleko, daleko. Za ciepłymi morzami. Kostia..."
Bieżyńska łąka - strona 25
" kół tlejącego ogniska, jedynie Paweł uniósł się nieco i spojrzał na mnie uważnie. Kiwnąłem mu głową i ruszyłem do domu wzdłuż przesłoniętej już oparami rzeki. Nie zdążyłem przejść nawet i dwóch wiorst, gdy dokoła mnie na szerokiej, mokrej łące i przede mną, na..."