Bieżyńska łąka - strona 4
wzdłuż lasu. Nietoperze szybowały już nad uśpionymi wierzchołkami drzew, krążąc tajemniczo i chybotliwie na tle słabo jaśniejącego nieba; śmigłym lotem przemknął w górze śpieszący do swego gniazda zapóźniony krogulec. „Jak tylko wyjdę na drugą stronę — myślałem sobie — powinienem natychmiast znaleźć drogę, jednak z dobrą wiorstę nadłożyłem!"
Dotarłem wreszcie do skraju lasu, ale nie było tam żadnej drogi. Jakieś nie skoszone niskie krzaczki słały się szerokim pasmem przede mną, a za nimi, daleko, daleko, widniało puste pole. Przystanąłem ponownie. „Co u licha? Gdzież ja jestem?" Zacząłem przypominać sobie,
Stojaki reklamowe - najlepsi w branży. Nic dodać, nic ująć.
www.neograph.pl
jak i którędy wędrowałem w ciągu całego dnia... — Ale! Przecie to parachińskie zarośla! — zawołałem w końcu. — Oczywiście! A to jest zapewne syndziejewski gaj... Gdzie też to ja zabrnąłem? Tak daleko?... Dziwne! Teraz trzeba znów iść w prawo.
Ruszyłem w prawo, poprzez krzaki. Tymczasem noc zbliżała się i rosła jak brzemienna burzą chmura; zdawało się, że razem z wieczornymi oparami rósł zewsząd, a nawet lał się z góry mrok. Wpadłem na jakąś nie wyjeżdżoną, porośniętą trawą drożynę; ruszyłem nią wytężając bacznie wzrok przed siebie. Wszystko dokoła szybko ciemniało i cichło — tylko przepiórki nawoływały się z rzadka. Mały nocny ptak, bezszelestnie sunący nad ziemią na miękkich skrzydłach, omal że nie natknął się na mnie i trwożnie dał nura w bok. Wyszedłem na skraj zarośli i powlokłem się miedzą przez pole. Z trudnością już rozróżniałem odległe przedmioty: pole niewyraźnie bielało dokoła, za nim, coraz to bardziej rosnąc w oczach, nadciągał kłębiący się mrok. Kroki moje głucho dudniły w stygnącym powietrzu. Przybladłe nieco niebo zaczęło ponownie błękitnieć, lecz był to już błękit nocy. Światełka gwiazd zamigotały, zapaliły się na nim.
To, co wydawało mi się gajem, okazało się kulistym i ciemnym pagórkiem. — Gdzież to ja jestem? —
Dotarłem wreszcie do skraju lasu, ale nie było tam żadnej drogi. Jakieś nie skoszone niskie krzaczki słały się szerokim pasmem przede mną, a za nimi, daleko, daleko, widniało puste pole. Przystanąłem ponownie. „Co u licha? Gdzież ja jestem?" Zacząłem przypominać sobie,
Darmowa reklama:
Stojaki reklamoweStojaki reklamowe - najlepsi w branży. Nic dodać, nic ująć.
www.neograph.pl
Ruszyłem w prawo, poprzez krzaki. Tymczasem noc zbliżała się i rosła jak brzemienna burzą chmura; zdawało się, że razem z wieczornymi oparami rósł zewsząd, a nawet lał się z góry mrok. Wpadłem na jakąś nie wyjeżdżoną, porośniętą trawą drożynę; ruszyłem nią wytężając bacznie wzrok przed siebie. Wszystko dokoła szybko ciemniało i cichło — tylko przepiórki nawoływały się z rzadka. Mały nocny ptak, bezszelestnie sunący nad ziemią na miękkich skrzydłach, omal że nie natknął się na mnie i trwożnie dał nura w bok. Wyszedłem na skraj zarośli i powlokłem się miedzą przez pole. Z trudnością już rozróżniałem odległe przedmioty: pole niewyraźnie bielało dokoła, za nim, coraz to bardziej rosnąc w oczach, nadciągał kłębiący się mrok. Kroki moje głucho dudniły w stygnącym powietrzu. Przybladłe nieco niebo zaczęło ponownie błękitnieć, lecz był to już błękit nocy. Światełka gwiazd zamigotały, zapaliły się na nim.
To, co wydawało mi się gajem, okazało się kulistym i ciemnym pagórkiem. — Gdzież to ja jestem? —
Tag: Stojaki reklamowe, prywatne liceum dla dorosłych, rolety sprzedaż warszawa