Biedronie : powieść cz. 4 - strona 10
świecie, patrzy niewidzący, wzdycha, często
się za łeb chwyci i zatarga, abo słucha, jak go sumienie żre.
Wargi jej zadrżały — przestała. Rundę zbierały żal i litość. Żeby się opamiętać, rozpaliła ogień, uskrobała garnuszek ziemniaków, stara przyniosła sperki — wyskwarzyła.
— Moja Kundo, — mówiła przy wieczerzy — jakże to dziecko podobne do naszego Jasia. Taki ci mam ciąg do niego, że gdybym go długo nie widziała, gotowabym się zagubić.
Kunda się przysunęła i szeptała jej jakieś zaklęcia, póki na twarzy starej nie zawitał — od śmierci syna niebywały gość — uśmiech.
* * *
Trzeciego dnia wrócił stary. Na koźle obok niego siedział żandarm, za nimi sędzia i geometra. Wysiedli z wozu, stary przywołał parobka, oddał mu lejce, gości poprosił do izby.
Z chaty swej wybiegła Nastka, ze stodoły Kasper — oniemieli. Biedrońka przywołała dziewkę, posłała ją po ludzi z łopatami i siekierami.
Biedroń częstował gości przywiezionemi
się za łeb chwyci i zatarga, abo słucha, jak go sumienie żre.
Wargi jej zadrżały — przestała. Rundę zbierały żal i litość. Żeby się opamiętać, rozpaliła ogień, uskrobała garnuszek ziemniaków, stara przyniosła sperki — wyskwarzyła.
— Moja Kundo, — mówiła przy wieczerzy — jakże to dziecko podobne do naszego Jasia. Taki ci mam ciąg do niego, że gdybym go długo nie widziała, gotowabym się zagubić.
Kunda się przysunęła i szeptała jej jakieś zaklęcia, póki na twarzy starej nie zawitał — od śmierci syna niebywały gość — uśmiech.
* * *
Trzeciego dnia wrócił stary. Na koźle obok niego siedział żandarm, za nimi sędzia i geometra. Wysiedli z wozu, stary przywołał parobka, oddał mu lejce, gości poprosił do izby.
Z chaty swej wybiegła Nastka, ze stodoły Kasper — oniemieli. Biedrońka przywołała dziewkę, posłała ją po ludzi z łopatami i siekierami.
Biedroń częstował gości przywiezionemi
Tag: Meble szkolne, para, dekoracje domu