Biedronie : powieść cz. 3 - strona 82
Biedronie, żeby nie widzieć Kundy, nie słyszeć przekleństwa, pozatykali uszy rękoma i odwrócili się. Wóz odjechał, cicho się zrobiło na dziedzińcu — starzy długo bali się oderwać rąk od uszów i obejrzeć się.
W obejściu zapanowała ponura cisza. Stary siedział w izbie, stara włóczyła się wśród zabudowań, jak cień. Patrzała nie widzący, słuchała nie słyszący.
Zadzwoniono we wszystkie dzwony, organista wpadł do Biedroniów i zabrał ich do kościoła na śpiewaną wotywę za duszę syna.
* * *
Kunda wysiadła przed chatą Tyksiny.
— Macie mnie — rzekła. — Straciłam syna — zalała się łzami — przyjeżdżam do córki. Nie przywożę bogactwa, ale za to twarde ręce i łeb na karku. Nie damy się. Gdzie Zośka?
Tyksina otworzyła drzwi komory, płacząc głośno. Na łóżku leżała blada, zimna, sztywna dziewczyna.
— Nie wiem, czy z niej już dusza nie uleciała. Takąśmy ją zabrali z cmentarza, taką jest dziś. Com się jej nie naprosiła, aby spojrzała, przemówiła... nic... Ledwo jej mocą rozwarłam zęby i wlałam ociupinkę mleka.
W obejściu zapanowała ponura cisza. Stary siedział w izbie, stara włóczyła się wśród zabudowań, jak cień. Patrzała nie widzący, słuchała nie słyszący.
Zadzwoniono we wszystkie dzwony, organista wpadł do Biedroniów i zabrał ich do kościoła na śpiewaną wotywę za duszę syna.
* * *
Kunda wysiadła przed chatą Tyksiny.
— Macie mnie — rzekła. — Straciłam syna — zalała się łzami — przyjeżdżam do córki. Nie przywożę bogactwa, ale za to twarde ręce i łeb na karku. Nie damy się. Gdzie Zośka?
Tyksina otworzyła drzwi komory, płacząc głośno. Na łóżku leżała blada, zimna, sztywna dziewczyna.
— Nie wiem, czy z niej już dusza nie uleciała. Takąśmy ją zabrali z cmentarza, taką jest dziś. Com się jej nie naprosiła, aby spojrzała, przemówiła... nic... Ledwo jej mocą rozwarłam zęby i wlałam ociupinkę mleka.
Tag: Niklowanie, nagłaśnianie informacji, hotele toruń