www.piratkon.pl

Biedronie : powieść cz. 2 - strona 91
— Bo ma rozum — dodała Kunda.
— Dobra, bardzo dobra, jutro polecę do niej, uskarżę się i będzie mi lżej.
Jaś powstał, rad był wymknąć się i lecieć do dworu, lecz nie śmiał.
Przez okno wyjrzała Marcinowa.
— Biedroń leci wprost na moją chałupę. Zerwali się na równe nogi wystraszeni.
— Ja się
Darmowa reklama:
Transport
Transport - najlepsi w branży. Nic dodać, nic ująć.
www.trans-com.pl
go nie boję — szepnęła Kunda — ale jeszcze nie czas z nim rozpoczynać.
— Do komory! — dała rozkaz Marcinowa, otwierając drzwi.
Kunda, Zośka i Jaś wpadli do komory, Marcinowa zamknęła ich na kłódkę, siadła przy Tyksinie, ułamała kawałek chleba i tylko co zaniosła go do ust, gdy wpadł Biedroń.
Czerwony był, w głęboko osadzonych oczach latały żółtawe ogniki, ręka mu drżała, usta roztworzył i oniemiał. Nie znalazł syna, Kundy, Zośki.
— A czemuż to, przestępując próg, nie pochwalicie Chrystusa Pana? — zaczęła Marcinowa.
— Ja ci pochwalę — szepnął.
— Czego tu chcesz? — krzyknęła. — Ślepiami przewracasz i węszysz, czy niema czego
Tag: Transport, szkoła jazdy, huna