www.piratkon.pl

Biedronie : powieść cz. 2 - strona 65
— Będziesz służył do mszy? — spytała Zosia.
— Dziś kolej na Walka i Stacha — oni służą.
Rad był, że nie służył i jakiś wesół, chociaż niespokojnie wodził oczami po kościele.
Przed wielkim ołtarzem powstał lud, zaszeleściały suknie, do kościoła weszły panie.
— Która nasza panienka? — szepnął do Zosi.
— Ta w słomianym kapeluszu, w błękitnej sukience.
— Ładna i jakaś ci dobra.
— A nie mówiłam?... Widzisz, spogląda na nas, zobaczyła mnie i głową mi kiwnęła.
Jaś wpatrywał się w panienkę, jak w obraz, że aż Zosi zrobiło się markotno. Trąciła go łokciem, szepcząc: