Biedna Marynia - strona 4
że nic nie zdoła okrasić ich brzydoty, i suknie mają brzydko zwisające — jak na wróblim strachu.
Boże, mój Boże! Chodzą tak bezkształtne, bez konturów, jak ciosy kamienne, i nie wie się już, czy mają miękkie, ciepłe włosy, czy mają oczy pieszczące serca jak kwiaty, czy ręce ich, które spoczywają na głowach ludzi, są jasne i czyste jak górskie źródła!
Marynia była ułomna. Małym dzieckiem znałem ją jako niedużą, drżącą od konwulsji istotkę. Nogi jej stąpały tak nierówno, że głowa i ciało trzęsły się przy każdym kroku. Niestety! Wysokie kamienie leżą na ścieżkach nieszczęśliwych ludzi; Marynia często natykała się na brukowce i, prawie padając, pochylała się boleśnie, łamiąc się jak trawa. Aby się wesprzeć nieco, gdyż słabe nogi nie służyły jej dostatecznie, nosiła zawsze parasol w zaciśniętej dłoni. Trudno jej było, biedaczce! Chodziła niby ptak ociężały po ziemi, gdzie tyle jest ptaków lotnych. Trudziła oczy śledzeniem drogi, uważaniem na kroki. Na środku ulicy biegają koty, bawią się dzieci. Bała się środka ulicy. Tylko wzdłuż długich murów, spokojnych, obronnych, widziałem, jak często przechodzi miasteczkiem Marynia; ciało jej wstrząsa się; trzyma swój żółty parasol, oczami przywarła do ziemi.
Kwiaty nie są tak piękne jak oczy Maryni, gdyż brak im blasku i światłości, bławatki nie
Boże, mój Boże! Chodzą tak bezkształtne, bez konturów, jak ciosy kamienne, i nie wie się już, czy mają miękkie, ciepłe włosy, czy mają oczy pieszczące serca jak kwiaty, czy ręce ich, które spoczywają na głowach ludzi, są jasne i czyste jak górskie źródła!
Marynia była ułomna. Małym dzieckiem znałem ją jako niedużą, drżącą od konwulsji istotkę. Nogi jej stąpały tak nierówno, że głowa i ciało trzęsły się przy każdym kroku. Niestety! Wysokie kamienie leżą na ścieżkach nieszczęśliwych ludzi; Marynia często natykała się na brukowce i, prawie padając, pochylała się boleśnie, łamiąc się jak trawa. Aby się wesprzeć nieco, gdyż słabe nogi nie służyły jej dostatecznie, nosiła zawsze parasol w zaciśniętej dłoni. Trudno jej było, biedaczce! Chodziła niby ptak ociężały po ziemi, gdzie tyle jest ptaków lotnych. Trudziła oczy śledzeniem drogi, uważaniem na kroki. Na środku ulicy biegają koty, bawią się dzieci. Bała się środka ulicy. Tylko wzdłuż długich murów, spokojnych, obronnych, widziałem, jak często przechodzi miasteczkiem Marynia; ciało jej wstrząsa się; trzyma swój żółty parasol, oczami przywarła do ziemi.
Kwiaty nie są tak piękne jak oczy Maryni, gdyż brak im blasku i światłości, bławatki nie
Tag: Termy, ogłoszenia praca Wrocław, torby